9 zasad jazdy skuterem po Warszawie
Za parę miesięcy zamykam mój drugi sezon jazdy skuterem po Warszawie. Po prawie 8 miesiącach czynnej jazdy i przejechaniu ponad 4500 km mam już pewne przemyślenia (tu możesz zobaczyć, jak podejmowałam decyzję o zakupie skutera).
Czas dojazdu autem do mojej pracy to ok.
1h30 min
Uroczy Google
Maps pokazuje mi zazwyczaj ok. 55 min – 60 min na dojazd autem do pracy. W rzeczywistości jednak przycisk do windy w
pracy wciskam 1,5h później… Gdzie te minuty mi się gromadzą???
Zobaczmy: dojazd autem na Mordor zajmuje mi ok. 1h, następnie krążę po okolicy jak sęp, zataczając spiralnie coraz szersze kręgi celem upolowania jakiegoś miejsca parkingowego w rozsądnej odległości. W 9/10 przypadków ląduję ostatecznie na tzw. „dzielni”, skąd do firmy mam jakieś 10-15 min (na hulajnodze tylko 7). I to się zazwyczaj tak uczciwie sumuje do 1h30’.
Zobaczmy: dojazd autem na Mordor zajmuje mi ok. 1h, następnie krążę po okolicy jak sęp, zataczając spiralnie coraz szersze kręgi celem upolowania jakiegoś miejsca parkingowego w rozsądnej odległości. W 9/10 przypadków ląduję ostatecznie na tzw. „dzielni”, skąd do firmy mam jakieś 10-15 min (na hulajnodze tylko 7). I to się zazwyczaj tak uczciwie sumuje do 1h30’.
Skuter oszczędza mi ponad 30%
czasu!
Dojazd skuterem nierzadko zajmuje mi ok. 50 min,
ale na ogół wyrabiam się w ok. 40-45 minut. Latem w zasadzie przy tym dystansie auto wypada
najlepiej ze względu na brak korków - rower jest już cokolwiek ekstremalny, a skuterem oszczędzam zaledwie
15 minut w jedną stronę, głównie właśnie na poszukiwaniu parkingu. Jednak już 1.
września poważnie zaburza ten bilans i skuter bardzo zyskuje.
Squta parkuję pod biurowcem, więc czas trawiony na upolowanie parkingu, a następnie
na dojście do pracy praktycznie się zeruje.
Należy jednak uwzględnić 5 minut przed - i kolejne 5 minut po - pracy na przebranie się, ponieważ wg mnie w tej
kwestii nie powinno być kompromisów: spodnie, kurtka i rękawice oraz jakieś
normalne buty to konieczność. Panie mogą zaplanować poprawienie makijażu przed pracą –
konkretnie pudru. Reszta pozostaje nietknięta – no chyba że zalejemy się w
trakcie jazdy potem lub łzami.
Wszystko razem sumuje się do 50-55 minut, z parkowaniem, przeładowywaniem rzeczy i przebieraniem włącznie. Oznacza to oszczędność 35-40 min rano i drugie tyle po pracy, czyli nawet 1h20' do przodu!
Komfortowy sezon na
jednoślada trwa od kwietnia do połowy października, ambitni walczą do
pierwszych mrozów, a prawdziwi twardziele jeżdżą przez okrągły rok!
Sezon do jazdy jest w moim przypadku zależny od granicy dnia i nocy.
Wszystko z powodu „owiewki”, tj. mojej 50-cm szyby, na której nocne światła (oraz
krople deszczu) tak się rozpraszają, że nie sposób czegokolwiek zobaczyć. Dlatego ten sezon rozpoczęłam w kwietniu, a poprzedni skończyłam w połowie października. Jeśli jednak zdecyduję się na wymianę owiewki na niższą – tracąc moją sprytną ochroną przed wiatrem i deszczem – to myślę, że uda mi się wydłużyć sezon do pierwszych mrozów. Warunkiem jest zaopatrzenie się w motokoc i być może specjalne rękawice na kierownicę.
Podczas deszczu należy bardzo uważać na poślizgi.
Jeśli widzę, że ma lać cały dzień, to skuter zostawiam w domu. Jeżeli jednak widzę, że ma trochę padać, a trochę nie, to ryzykuję. Syntetyczna kurtka motocyklowa i wodoodporne spodnie chronią mnie wystarczająco. Jednak krople deszczu na owiewce lub na szybce kasku ograniczają widoczność, więc jazda nie jest do końca komfortowa. Dodatkowo należy zawsze pamiętać, że mokra nawierzchnia to dla jednoślada wysokie ryzyko poślizgu. W przypadku mokrej nawierzchni należy zakręty pokonywać wyraźnie wolniej niż zwykle, „na kwadratowo”, a nie poprzez przechył maszyny. Należy też zdecydowanie unikać farby drogowej – pasów, strzałek i innych podobnych hieroglifów.
Co jeszcze warto wiedzieć?
Podczas jazdy jednośladem po Warszawie (i zapewne każdym innym mieście) dobrze jest trzymać się paru zasad:
- Na jezdniach o trzech lub więcej pasach ruchu funkcjonuje niepisana zasada, wg której jednoślady poruszają się między skrajnie lewym (wewnętrznym) a sąsiadującym pasem ruchu. Dzięki temu kierowcy nie muszą uskakiwać raz na lewo raz na prawo, ustala się jakiegoś rodzaju przewidywalność, gdzie może się pojawić skuter lub motocykl, a sami kierowcy też starają się utrzymać w tym miejscu trochę większą przestrzeń. Tak jest np. na Wisłostradzie.
- Nigdy, ale to naprawdę NIGDY nie wyprzedzamy innych uczestników ruchu drogowego od strony krawędzi jezdni - czy to prawej, czy lewej. Krawędź jezdni jest dla kierowcy święta. To tam uskoczy w razie niespodziewanego rozwoju wypadków na jezdni. Tam rzadziej - lub w ogóle nie - spogląda w lusterko boczne, bo od tej strony ruch się przecież nie odbywa. W ogóle wyprzedzanie między pasami pojazdów będących w ruchu jest słabe – no chyba że jest to ślimacze, korkowe tempo. Widziałam jednak kosmitę, który prawą stroną wyprzedzał autobus jadący skrajnie prawym pasem. Widzicie to? Kolo w koszulce, na skuterze, w zwężającej się szczelinie między szerokim autobusem a krawężnikiem. Autobus prawie zmiażdżył gościa, który nie mógł nigdzie uciec, bo jezdnia była ograniczona owym krawężnikiem, a wszystko w ogóle działo się na moście, bez pobocza i bez chodnika. Brrr…
- W czasie jazdy dobrze jest trzymać się bliżej linii, czyli jechać skrajem pasa. Konkretnie chodzi o to, aby nie jechać bezpośrednio za autem. Dlaczego? Ponieważ w razie ostrego hamowania pojazdu znajdującego się przed tobą jedyne, co możesz zrobić, to uciekać między samochody. Szansa, że zdążysz wyhamować jest niewielka. Jest to wprawdzie niekomfortowe dla kierowców, którzy nie wiedzą, czy nie zechcesz nagle zmienić pasa, ale nie widzę innej opcji. Do tego oczywiście należy zachować odpowiednią odległość od pojazdu przed tobą.
- Pamiętaj, że wielu kierowców w trakcie jazdy w korku korzysta ze smartfona – przeglądają coś, analizują mapę, a czasem piszą SMSy… Zawsze bierz pod uwagę, że ktoś się może zamyślić – cały czas trzymaj palce na obydwu hamulcach i w pobliżu klaksonu.
- Dość często słyszę o kolizjach, w których kierowca stojący w korku lub na światłach nagle decyduje się na otwarcie drzwi – bo coś musi wyciągnąć z bagażniku, bo coś mu stuka, bo dziecko rozpięło pasy z tyłu. Chociażby z tego względu ograniczaj swe jeździeckie fantazje i prędkość.
- Jeśli masz skuter o pojemności 50 dm3 to nie pchaj się przed pojazdy inne niż traktor – inaczej staniesz się źródłem frustracji, przeszkodą do wyprzedzenia, a może też ofiarą agresji drogowej – chociaż o tym ostatnim będzie osobny punkt.
- Naprawdę nie zawsze trzeba się pchać na światłach na sam przód peletonu, zwłaszcza, jak nie ma korka i możemy normalnie poczekać na zielone, ze wszystkimi.
- A jeśli już jesteśmy na czele peletonu, to nie blokujemy prawego pasa, z którego ktoś może chcieć skręcić w prawo, na strzałce.
- Ja dodatkowo zwracam uwagę na styl jazdy kierowcy i jego pojazd – jeśli przewiduję, że kierowca będzie chciał ruszyć szybko i dynamicznie – a pojazd ma potencjał sprostać tym ambicjom - nie zastawiam mu widoku, czyli nie ładuję się przed niego na czerwonym świetle. Po co się ma denerwować.
Jeszcze o fajnych Warszawiakach!
Na sam koniec zostawiłam sobie pewien bardzo smaczny kąsek – ocenę kultury jazdy warszawskich kierowców. Otóż przez te opisane na wstępie 4500 km ani razu nie spotkałam się z jakąkolwiek formą agresji drogowej, serio. Kierowcy wolą zostawić miejsce jednośladom, zamiast wystawiać się na niepotrzebne ryzyka. Często zjeżdżają trochę na bok, czasem zbyt gwałtownie i naprawdę wolałabym, żeby tego nie robili – bo co będzie, jeśli jakiś inny skutersyn nie przestrzega zasady nr 1 i takie auto zajedzie mu drogę?
Nikt jeszcze nigdy mnie nie „strąbił”, mimo że okazji było wiele. Zdarzają się sytuacje pośrednie, w których coś idzie nie tak, jak powinno, ale na ogół są one w jakiś sposób przeze mnie "zasłużone". Bywają też ludzie bez wyobraźni, jak wszędzie. Generalnie jednak:

Komentarze
Prześlij komentarz