Posty

O motywacji

Obraz
Po co to wszystko? Po co ten projekt? Krótkie pytanie, krótka odpowiedź: aby wzbudzić MOTYWACJĘ. Motywacja to takie niepozorne słowo, za to oznaczające coś bardzo, bardzo ważnego. Wciąż za mało w Polsce mówimy o motywacji, a jest ona motorem każdego działania. Wszyscy to wiemy, ale ignorujemy motywację. Tymczasem jej trzeba pomagać, trzeba ją karmić, klepać po ramieniu, pokazywać cel na horyzoncie. Do końca życia będę pamiętać proste słowa mojego nauczyciela fizyki, Ron'a Kahn'a, który wyjaśniał mi, dlaczego uczniowie w tej... nienajlepszej, było nie było, szkole średniej, gdzieś na wschodnim wybrzeżu USA, tak bardzo angażowali się w zajęcia pozalekcyjne: "It's all about motivation. That's it." Przyjęłam to wtedy sceptycznie. Zbyt proste mi się to wydało, tak z brzmienia. Albo się chce mieć dobre oceny albo nie, tyle o motywacji. Bo tak się przyzwyczaiłam w Polsce. Ale w Stanach dzieciaki już w gimnazjum wiedziały, że ich praca dziś równa się ich sukces ...

Zdrowie w głowie

Obraz
A dziś tak ogólnie - po krótkiej niedyspozycji uderzam w wysokie tony ;) Mózg? Luksus chorowania Miałam napisać, że luksusem z podtytułu nie mogę się cieszyć, niestety. Jednak przemyślawszy temat stwierdzam, że wcale tak źle nie jest. Fakt, że na szybko nie ma mnie kto zastąpić w pracy. Fakt, że w mojej robocie po prostu nie można czegoś przełożyć na później - robota ma być na konkretny termin i nie ma zmiłuj. Jak chcę chorować, to po prostu i zwyczajnie z krótkiego terminu zrobi się termin szalony i w jelicie cienkim mają to, że byłam w niedyspozycji. Ale z drugiej strony dopóki głowa mi pracuje, to mogę pracować choćby z księżyca. Pod warunkiem, że mam łącze. Więc nie ma co narzekać - lepiej docenić to, co się ma, niż zrzędzić, ha ha ha! Cytując za kultowym Monty Python'em " Always look on the bright side of life "! Magia zdrowienia Nie da się zaprzeczyć, że zdrowie psychiczne, czy pozytywne nastawienie mają bardzo duży wpływ na proces zdrowienia. Widziałam ...

Ech, życie...

Obraz
Paluszek i główka Napiszę krótko: nie udało się dotrzymać tego postanowienia, czyli miesiąc biegania nie jest nim do końca. Po pierwsze, spiętrzyła mi się praca. To, co na rzecz biegania urywałam ze snu, teraz urywam na rzecz pracy. Więcej snu poświęcić nie mogę, bo już i tak nosem się podpieram. Bardzo niedobrze, zwłaszcza że cały ten projekt miał na celu odzyskanie mojego życia prywatnego, jego wyrwanie ze szponów pracy w korporacji. Po drugie, przypałętała się jakaś jelitówka i trochę mnie przeczołgała. Zdarza się. A jednak są postępy Nie mogę powiedzieć, że wszystko stracone, bynajmniej! Zamierzam dalej biegać, co drugi dzień, tym bardziej, że naprawdę to polubiłam. Podczas weekendu majowego przebiegłam prawie 8km, zupełnie nieświadomie, w górach.  Efekt uboczny Ale najdziwniejszy efekt, jaki zaobserwowałam, to nastawienie mojego męża. Mąż ów utrzymuje, że ostatni długi dystans - 1000m - pokonał biegiem w podstawówce. Sport nie jest dla niego tak atrakcyjnym zajęciem,...

Spowiedź powszechna

Obraz
Spowiedzi powszechnej (choć bardziej do szuflady, póki co) ciąg dalszy. Źródło: http://www.obrazki.jeja.pl/1595,szczera-spowiedz.html Za rękę i do barku... Zgodnie z planem 16 kwietnia zaczęłam biegać. Od tamtego dnia nie biegałam tylko raz, kiedy to nabawiłam się kontuzji… barku. Każdy, kto ma nawet mgliste pojęcie o anatomii, skojarzy sporą odległość barku od kończyn, których zwyczajowo używa się do biegania. Niektórzy lubią uzupełniać kończyny dolne kończynami górnymi, ale ja zapewniam, że tego nie potrafię odkąd nieco zesztywniałam. Nie potrafię i też nie robię, nawet jeśli wychodzę z … barku, np. lokalnego, i nawet jeśli jestem w stanie odwracalnej większej elastyczności. I tym razem również nie używałam do biegania kończyn górnych, które jak wiadomo kończą się – lub zaczynają – obręczą barkową. Otóż w Niedzielę Wielkanocną, jeżdżąc po domu hulajnogą córeczki (a była to konieczna jazda próbna, gdyż córka dopiero co otrzymała ową hulajnogę na swoje 4-te urodzin...

Pierwsze podsumowanie!

Obraz
4 dni temu minął miesiąc odkąd zaczęłam mój „projekt”. Pomysł był dość spontaniczny, jak większość rzeczy, które robię. Inaczej nigdy nie ujrzałby światła dziennego. Opisałam to w drugim poście – w skrócie chodziło o to, żeby zacząć robić rzeczy, które zawsze chciałam robić, ale jakoś zawsze coś było w poprzek. Po 30 dniach nauki hiszpańskiego wyróżniłam parę sympatycznych zjawisk. Zjawisko 1. Planowanie Po pierwsze, trzeba zaplanować metodę realizacji zadania oraz najoptymalniejszy czas. Po drugie, każdego dnia należy dodatkowo dostosować plan do ewentualnie zmieniających się okoliczności. Truizm, ale poświęcenie kilkunastu minut dziennie na planowanie zaoszczędza mi potem nie tylko paru godzin, ale przede wszystkim adrenaliny i stresu. Zjawisko 2. Lepsza organizacja czasu Lepsza organizacja czasu jest pochodną planowania. Jestem dość aktywna i większość czasu gonię w piętkę – w takim tempie o części spraw nie jestem w stanie pamiętać, a resztę robię na ostatnią chwilę...

Nokaut

Obraz
W ostatnim poście obiecałam, że 10 kwietnia zrobię test  hiszpańskiego i butnie spojrzę  prawdzie w oczy. Uczę się hiszpańskiego już ponad 3 tygodnie i mam miłe uczucie, że idzie mi całkiem nieźle, ale potrzebuję obiektywnej oceny. Przygotowanie do wojny Z tego względu dałam po nauce w ciągu ostatnich dwóch dni. Oprócz słuchania lekcji w samochodzie (które - nawiasem mówiąc - zaczynają mi już bokiem wychodzić), zakułam czasowniki jednego wieczoru i przerobiłam ćwiczenia drugiego wieczoru. Tym samym wreszcie pokonałam lekcję, do której próbowałam się zabrać już od kilku dni. Dziś, po powrocie z pracy, załatwiłam sprawy bieżące (prania, jedzenia, podlewania kwiatków i tego typu "must-dos"), następnie sumiennie przerobiłam zestaw ćwiczeń na kręgosłup (również must-do), potem nałożyłam sobie wielką porcję lodów i tak zmotywowana, z czystym umysłem, usiadłam do szybkiej powtórki gramatyki.  Powtórzyłam czasowniki i zrobiłam parę ćwiczeń gramatycznych (tym razem), a kiedy ...

Ostatni tydzień hiszpańskiego

Obraz
Zostało mi tylko 7 dni codziennej nauki hiszpańskiego. Za mną –  dokładnie 24, w tym [tylko] jeden dzień wagarowicza. Muszę powiedzieć, że jest lepiej niż myślałam. Nauka tego języka sprawia mi dużo przyjemności i mam wrażenie, że przychodzi mi dość lekko. Wprawdzie trudno to ocenić, ponieważ uczę się sama i konwersuję do lustra, ale ćwiczenia robię w miarę poprawnie. W głowie - nieźle. A jak w realu? Ponieważ jednak brakuje mi obiektywnej oceny, wczoraj przyszedł mi do głowy taki niecny plan: a gdybym ustawiła sobie prawdziwy, elegancki, ambitny i wyzywający SMARTny cel? A gdybym tak podeszła do egzaminu państwowego z tego języka? Sprawdziłam na stronie warszawskiego oddziału Instytutu Cervantesa . Skrót "DELE" oznacza Diploma de Español como Lengua Extranjera, czyli Dyplom z Hiszpańskiego jako Języka Obcego. Sesje egzaminacyjne w 2014 roku planowane są na 24 maja (z terminem zapisów do 11 kwietnia) oraz na 22 listopada (z terminem zapisów do 17 października). ...