Posty

Dieta Ewy Dąbrowskiej: trzeci tydzień

Dziś zaczynam tydzień trzeci. To, ile wytrwam, uzależniłam od mojej wagi. Na razie, po dwóch tygodniach postu wg dr Ewy Dąbrowskiej, straciłam 2,5-3 kg, czyli bardzo, bardzo mało. Ważyłam 53,5 kg, a teraz około 51 kg. W zeszłym roku musiałam przerwać post, bo nie tylko straciłam więcej (4 kg w 2 tygodnie), ale też zaczęłam od pułapu 52 kg. Dzień 15 Dziś wstało mi się trudniej. Możliwe, że powodem jest wzrost aktywności fizycznej. Nie przygotowałam nic na ciepło do jedzenia, a przydałoby się, bo na zewnątrz jest -14 stopni. Ratuję się gotową passatą ze sklepu - jest wyborna, ale przegryzam ją zwykłymi pomidorkami, żeby nie przesadzić z "cukrem". Mam też sałatkę ze szpinaku, rukoli, małej sałaty rzymskiej i pomidorów, skropioną octem jabłkowym. W przerwach pożeram marchewkę i plastry kalarepy. Po południu zjadam surówkę z czerwonej kapusty, z tartym jabłkiem, skropioną octem jabłkowym. Nie wyszło z niej nic smacznego, może za mało jabłka. Ale ocet jabłkowy polecam -...

Dieta Ewy Dąbrowskiej: drugi tydzień

Jak funkcjonuję podczas drugiego tygodnia diety/postu dr Ewy Dąbrowskiej? Całkiem nieźle! Prawdą jest, że podczas tej głodówki coraz łatwiej mi się wstaje z rana. I nie chodzi o to, że jest mi tak lekko, tak wspaniale, bo mam po prostu odciążony układ pokarmowy. Kiedy budzę się rano, czuję się raczej jak głodny jaskiniowiec, który wraz z pierwszymi promieniami słońca staje na równe nogi, w oczekiwaniu na udane (w końcu) polowanie – bo to jest warunkiem jego przeżycia. Pełen alert. Dzień 8 Tak właśnie czuję się owego 8-go dnia. Na śniadanie wypijam przygotowany dzień wcześniej koktajl z zielonych części roślin. Do pracy pakuję dwa pudła surówek – z kapusty pekińskiej i z czerwonej kapusty z jabłkiem, a oprócz tego przegryzki: marchew i kalarepkę. Na obiad wyciągam z lodówki cukiniowy „makaron” z sosem pomidorowym i kalafiorem. Odczuwam głód, ale nie jest to dominujące uczucie. W domu przeżywam kryzys: mąż z przepraszającym wzrokiem pałaszuje przede mną kurczaka z r...

Dieta Ewy Dąbrowskiej: pierwszy tydzień

Jestem po siedmiu dniach diety dr Ewy Dąbrowskiej, o której pisałam w poprzednim poście. Co jadłam, jak się czułam, co było najtrudniejsze? O tym przeczytasz poniżej. Przygotowanie Udało mi się nie napychać przez dwa poprzedzające dni, więc nie skorzystałam z Ostatków tak, jak to mam w zwyczaju. Jadłam w miarę normalnie. Zrobiłam zakupy: marchew, pietruszkę (korzeń), paprykę czerwoną, kapustę białą. Potem obierałam, tarłam i cięłam przez godzinę. Ugotowałam kapuśniak: woda, przyprawy, kapusta, niewielka ilość marchewki dla załamania koloru. Gotowa! Dzień 1 Duch walki w szczytowej formie! Na śniadanie chudy kapuśniaczek . W pracy przegryzki w postaci pokrojonej na jeden kęs marchewki - żeby za bardzo nie wkurzać ludzi chrupaniem, bo siedzę na open space. Do tego pokrojona w paski papryka czerwona "zwykła" i czerwona "Ramirez", która okazuje się dość słodka. Podejrzewam, że może za słodka, w sensie za wysoki indeks glikemiczny, będę na nią uw...

Post o Poście Daniela zwanym też dietą Ewy Dąbrowskiej

Obraz
Parę dni temu zaczął się Wielki Post. Niektórych obchodzi to tyle, co zeszłoroczny śnieg. Dla innych to bardzo ważny okres w roku, może najważniejszy. Niezależnie, do której grupy ludzi należysz, myślę że warto zainteresować się tzw. głodówką leczniczą, owocowo-warzywną (w praktyce warzywną). Funkcjonuje ona pod nazwą Post Daniela lub dieta dr Ewy Dąbrowskiej, w internecie jest sporo informacji na jej temat. Dieta Ewy Dąbrowskiej w skrócie Podczas głodówki trwającej od 5 dni do 42 dni (6 tygodni) odżywiamy się wyłącznie warzywami, ewentualnie owocami, przy czym wspólnym mianownikiem dla nich wszystkich jest niski indeks glikemiczny i jak najmniej białka. Dlatego np. eliminujemy ziemniaki, czy też gotowaną marchew, ale np. surowa marchew jest ok. Nie jemy roślin strączkowych, niczego, co zawiera skrobię, żadnych kasz, olejów, ziaren, a z owoców 1-2 kwaśne jabłka dziennie, grejpfrut i cytryny. Rezygnujemy też z wszelkich używek: kawy, mocnej herbaty, papierosów, czy alkoholu,...

Jak (nie)kupować skutera!

Jak pokonać korki ... nieco bardziej konwencjonalnie niż w tym wpisie . Mieszkam w Warszawie, konkretnie we wsi Warszawa (czyli na Zadupiu). Konsekwencją dla mnie jest fakt, że w korkach (mamy rok 2017) - głównie dojeżdżając z mojego Zadupia do pracy - spędzam ok. 13 godzin miesięcznie. Wg raportu Deloitte i Targeo w 2015 roku w Stolicy spędzaliśmy w korku średnio 8 godzin i 12 minut miesięcznie, i bynajmniej nie był to rekord. Ku mojemu zaskoczeniu gorzej było we Wrocławiu (prawie 9 godzin) i Krakowie (8,5 godziny).  Nie wiem, jak mają się te dane do roku 2017 - w każdym mieście, a na pewno w Warszawie, przeprowadzono sporo inwestycji. Moja trasa w dużej mierze została udrożniona, niestety na koniec ląduję na Mordorze, a tam po prostu nigdy nie będzie dobrze i ten końcowy odcinek grzebie wszelkie nadzieje.  Dopóki do pracy dojeżdżałam autem, z zazdrością, ale i trochę ze strachem, patrzyłam na mijające mnie jednoślady. Kiedy pożegnałam się z autem , zaczęłam patrzeć z...

Kradzież samochodu zmienia życie

Obraz
W jednym z poprzednich wpisów podzieliłam się moimi alternatywnymi sposobami na poruszanie się po mieście. Z racji wrodzonego temperamentu i konieczności wytupywania nadmiaru energii - przy jednoczesnym totalnym niedoborze czasu - od lat wykorzystuję dojazdy do pracy na aktywność fizyczną. Nie żebym chciała wszystkich namawiać. Ale że mieszkam na Zadupiu, czyli na tzw. "suburbiach" Stolicy (bo "przedmieścia" to zbyt trywialne słowo), to albo to połączę jedno z drugim albo o aktywności mogę zapomnieć. Zmiany to powiew świeżości Żeby się nikt nie poczuł jak ostatni leń i kanapowiec wyjaśniam, że ta moja aktywność nie jest ani codzienna, ani tym bardziej nie jest szarżą na Matkę Naturę. A konkretnie: nie mam zwyczaju jazdy na rolkach/hulajce/rowerze w ulewę i pod wiatr albo w gradzie czy innym tornadzie. W sytuacjach niekomfortowych lokuję moje cztery litery w zaciszu autka, z kawusią pod ręką i ulubioną muzyczną rąbanką walącą z głośnika.  Pewne okolicznoś...

Żuczek Gnojaczek walczy z przeznaczeniem

Obraz
1. Bardzo ładnie: 3= Przeczytałam te moje wypociny po pół roku (prawie) i muszę powiedzieć, że zgrabnie napisane. Bezproduktywnie, ale zgrabnie. No bo kto - żesz w mordę! - planuje z góry cały tydzień, do diaska?! Może jakieś wybitne jednostki, może epizodycznie te prawie wybitne. A tu zwykła JA jestem, z moim zmęczeniem, brakiem czasu, bujaniem w chmurach albo lenistwem. Z różnymi ALE. Czego bym nie robiła, wychodzi z tego - z przeproszeniem – KUPA GIGANT. Trzeba to jasno powiedzieć i koniec, mimo, że tak niemodnie.   Czasami czuję się jak ten żuczek gnojaczek toczący z mozołem kulę g… pod górę; kula trzy razy większa ode mnie, a ja co chwilę potykam się i upadam i zgadnijcie, co mi wtedy ląduje na głowie i na pysku… Naprawdę próbowałam planować, jak Babcię kocham! Ale to mnie wykańcza, ja tak nie umiem! Już samo słowo zaczęło na mnie działać jak płachta na byka. Mogę sobie planować, kolorowymi kredkami popodkreślać, cuda, wianki, wodotryski poinstalować, a na koniec i t...